Jak uzyskać decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach

Rozwój gospodarki odpadowej (czyt. źródło tańszych surowców, zmniejszenie importu paliw, nawozów itd.) można przyspieszyć dzięki uproszczeniu postępowań administracyjnych – deregulacji. Jednak ponieważ nie zanosi się na rychłe uproszczenie… to zostaje robić tak, żeby omijać konieczność przechodzenia tych postępowań. Zgodnie z prawem oczywiście.

Uwaga, to nie są porady prawne.

To tylko historie z życia wzięte, które mogą Ci pomóc wybrać te sposoby działania, które przyspieszają realizację Twoich planów. Bo rynek jest okrutny i nie lubi czekać na kwitek.

Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach – zbędny papierek?

Dziś na tapecie ląduje decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach (DoŚU). Kto siedzi w odpadowym grajdołku, ten wie, że w zasadzie nic bez niej nie zrobisz – np. pozwolenia na budowę nie będzie, zezwolenia na przetwarzanie odpadów też nie dostaniesz… a i sięganie po dotacje jest też często uzależnione od uprzedniego uzyskania DoŚU.

Ale problem z DoŚU jest taki, że jej uzyskanie potrafi ciągnąć się latami (znam przypadki, gdzie trwało to 3 lata i dłużej). I nawet jak już decyzja została wydana, to realia rynkowe zdążyły się zmienić na tyle, że w ogóle nie było już sensu realizować określonego w niej przedsięwzięcia.

Przykład? Wyobraź sobie, że planujesz budowę instalacji do przetwarzania odpadów opakowaniowych (np. butelek), ale uzyskiwanie DoŚU trwało te np. 3 lata. W międzyczasie wchodzą w życie kolejne nowelizacje ustaw i rozporządzeń, w rezultacie jednak wchodzi zupełnie inny ROP i system kaucyjny, niż zapowiadano… i już wiesz, że strumień odpadów opakowaniowych popłynie zupełnie gdzie indziej, niż wydawało się to możliwe te 3 lata temu. Czyli planowana instalacja nie przyniosłaby zysku. Po co Ci wtedy taka DoŚU?

Inny przykład (na szczęście tu obyło się tylko na strachu) – gmina stawia na recykling bioodpadów i postanawia zbudować np. kompostownię. Zabawa z DoŚU trwa w najlepsze… a tu nagle Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wrzuca projekt rozporządzenia, które tak śrubuje wymagania jakościowe dla nawozów i polepszaczy, że praktycznie nie da się ich już wytworzyć z odpadów. Pamiętasz ten przypadek? Na szczęście branży udało się przekonać MRiRW, że te zmiany należy wycofać. I jeszcze raz dziękuję za zajęcie się tą sprawą, bo to ważny, wspólny sukces.

Ale gdyby MRiRW wtedy nie posłuchało i poszło w zaparte… to wiele gmin i przedsiębiorców znalazłoby się w sytuacji, gdzie po prostu wyciągnięto spod nich dywanik. Bo planowane inwestycje okazałaby się inwestycjami na marne, a recykling bio poszedłby do piachu.

Co zrobić, żeby nie musieć uzyskiwać DoŚU

Pamiętaj, że istotą DoŚU jest określenie warunków realizacji czegoś, co ustawa (dalej UOŚ) nazywa „przedsięwzięciem”, czyli:

„zamierzenie budowlane lub inną ingerencję w środowisko polegającą na przekształceniu lub zmianie sposobu wykorzystania terenu (…)”.

To bardzo szeroka definicja, więc fajnie, że jest rozporządzenie, które ustala to w szczegółach. Znajdziesz w nim szczegółowy wykaz przedsięwzięć dla których uzyskiwanie DoŚU jest niezbędne (uwaga, jest też aktualizacja – patrz Dz.U. 2023 poz. 1724).

Bardzo ważne: zwróć uwagę, że ta szeroka definicja przedsięwzięcia zawarta w UOŚ daje Ci ciekawą możliwość: jeśli wykażesz, że Twoje zamierzenie nie przekształca ani nie zmienia sposobu wykorzystania terenu, to nie kwalifikuje się jako przedsięwzięcie w rozumieniu UOŚ. Czyli nie wymaga DoŚU. Czujesz ocb?

Jeśli masz do czynienia z takim szczególnym rodzajem przedsięwzięcia, to Twoją rolą jest tak skonstruować wniosek o DoŚU, by jasno wynikało z niego, że zamierzenie (nawet jeśli nosi znamiona określone w ww. rozporządzeniu szczegółowym) nie prowadzi do przekształcenia ani zmiany sposobu wykorzystania terenu. Czyli nie kwalifikuje się jako przedsięwzięcie w rozumieniu UOŚ.

Dla szybkiego przypomnienia – wniosek składasz do gminy (wójt, burmistrz, prezydent) i musi on zawierać kartę informacyjną przedsięwzięcia (KIP). Dobrze skonstruowana KIP to Twoja szansa na wykazanie, że tak naprawdę nie ma przesłanek do rozważania, czy DoŚU wydać czy nie. Bo tak naprawdę nie masz do czynienia z zakresem działań, których dotyczy UOŚ.

Jeśli zrobisz to dobrze (i zgodnie ze stanem rzeczywistym!), to organ odmówi wszczęcia postępowania (patrz screen na początku – to z życia wzięte 👆). Innymi słowy: organ potwierdzi, że Twoje zamierzenie (wbrew pozorom) nie stanowi przedsięwzięcia w rozumieniu UOŚ. A to z kolei otwiera Ci drogę do dalszego postępowania bez DoŚU. W praktyce przyspiesza to Twój start o wiele miesięcy lub nawet lat. Czujesz ocb?

Co to oznacza w praktyce

Wyobraź sobie, że chcesz rozbudować instalację – np. dodać nowy ciąg obróbki lub przetwarzania na oczyszczalni, kompostowni lub podobnej instalacji. Należy założyć, że chcąc to realizować, zderzysz się tu z koniecznością uzyskania pozwolenia na budowę i potem zmiany lub uzyskania nowego zezwolenia na przetwarzanie odpadów. Zgodnie z USTAWĄ każde z powyższych wymaga stosownej DoŚU.

Ale jeśli umiejętnie (i zgodnie z prawdą!) postąpisz w sprawie DoŚU, to jest szansa, że organ uzna, że nie ma tu mowy o przedsięwzięciu w rozumieniu UOŚ i odmówi wszczęcia postępowania.

Ty  następnie bierzesz tę odmowę i dołączasz do wniosku o wydanie pozwolenia na budowę i potem zezwolenia (lub zmiany zezwolenia) na przetwarzanie odpadów. Właśnie przyspieszyłeś całą procedurę o wiele lat lub miesięcy.

Proste, nie?

Kropla goryczy

Cieszę się, że prawo pozwala na ułatwianie sobie życia. Ale wkurza mnie, że w ogóle dywagujemy o tym i cieszymy się, że udało się znaleźć sposób na przeskoczenie administracyjnej kłody.

Jak podaje International Monetary Fund Polska weszła do grona 20 największych gospodarek, czyli ścigamy się z najlepszymi. Czyli wyraźnie kończy się era, w której mogliśmy przyzwalać na to, by walka z procedurami administracyjnymi stanowiła nasz sport narodowy. A jednak cały czas to zawiłość i mnogość procedur stanowi problem. I nie chce mi się nawet uprawiać politycznej poprawności i pieprzyć, że jest inaczej.

Musimy uwolnić potencjał i wreszcie przejrzeć na oczy: to nie procedury wygenerowały sukces gospodarczy Polski. Zrobili to ludzie mimo barier, jakie procedury stworzyły. Pomyśl tylko, gdzie bylibyśmy, gdybyśmy umiejętnie te procedury zlikwidowali.

Post scriptum, czyli weź udział

Ale Ty też możesz pomóc upraszczać procedury. Przypominam, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad zmianą USTAWY.

Ważna zmiana: organem wydającym DoŚU ma być starosta (a nie gmina jak obecnie), czyli MKiŚ proponuje centralizację. Uważam pomysł MKiŚ za błąd. Bo od dawna przekonuję, że lepsza jest decentralizacja, bo przyspiesza i uelastycznia procesy (np. tu i tu). Nie rozumiem, dlaczego MKiŚ idzie w przeciwnym kierunku.

Ale rozumiem też, że DoŚU to gorący kartofel i każdy chce się go pozbyć. Jednakże skupienie wszystkich spraw u starosty spowoduje zakorkowanie systemu (nawet jeśli po czasie się odetka, i tak zostaje pytanie: po co ta terapia szokowa?). Uważam więcej: nie jest ważne, komu tego kartofla wrzucić, ważne, jak ten kartofel ostudzić, żeby nie był problemem.

I jest na to rozwiązanie: parametryzacja procesu wydawania DoŚU. Proces powinien sprowadzać się do oceny mierzalnego wpływu na środowisko (np. ładunek zanieczyszczeń czy natężenie ruchu na drogach publicznych względem tego, co gmina uważa za słuszne dla danego obszaru + saldo korzyści środowiskowych względem dodatkowych obciążeń) i zawężenie zakresu analizy do rzeczywiście istotnego wpływu. Po to, żeby sprowadzić proces do zimnej, liczbowej i krótkiej analizy.

Pomyśl o tym. Np. sektor finansowy potrafi przemielić niezliczone krocie wniosków o kredyty każdego dnia i podjąć decyzje o wydaniu również kroci na finansowanie – i to w krótkim czasie (na pewno nikt nie czeka na kredyt latami!). Co to znaczy? To znaczy, że da się stworzyć procedury przetłumaczenia nawet najbardziej skomplikowanych zamierzeń inwestycyjnych na proste „warto/nie warto” wyrażone językiem mierzalnych wartości.

Nie widzę powodu, by nie dało się tak samo postąpić z przełożeniem zamierzeń na język „warto/nie warto” w odniesieniu do mierzalnych sposobów wpływania na środowisko.

Póki co zamiast merytorycznej analizy mamy w postępowaniach o DoŚU nazbyt często coś, co przypomina analizę wiersza. I biednego (naprawdę!) urzędnika, który musi zdecydować, czy wiersz został napisany poprawnie. I który ma świadomość, że cokolwiek by uznał, to jakiś inny urzędnik zinterpretuje inaczej. Klincz decyzyjny aż się prosi. I nic dziwnego, że postępowania trwają latami.

Zatem jak wyżej – to nie jest kwestia tego, który organ dostanie DoŚU do ręki. To jest kwestia tego, kto podejmie się udrożnienia sposobu jej wydawania.

Wbrew pozorom od tego należy nasz wspólny dobrobyt i to, czy będziemy dalej rozpychać się wśród największych światowych gospodarek świata. Myślisz, że to, o czym piszę, trzyma się kupy?

inż. Jan Kolbusz – Główny Technolog, Szef Sprzedaży Mikrobiotech, Członek Rady Naukowej Instytutu Technologii Mikrobiologicznych w Turku. Inżynier środowiska, specjalizuje się w innowacyjnych metodach przetwarzania odpadów o charakterze biodegradowalnym, zwolennik gospodarki bezodpadowej i biologicznych metod przetwarzania odpadów.

Ukończył inżynierię środowiska na SGGW w Warszawie oraz studia magisterskie (Master of Science) na University of Missouri, Columbia.W Mikrobiotech przygotowuje audyt dla klienta wraz z propozycją rozwiązań. Nadzoruje proces wprowadzania technologicznych rozwiązań optymalizujących zarządzanie odpadami. Pomaga także organizować dystrybucję produktu do odbiorców.

 

 

Fundusze RP EU
© mikrobiotech.pl 2026 Realizacja: Damtox.pl
Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Rozumiem i akceptuję