„Jest w ustawie o odpadach, więc jest odpadem”? Nie. I oto dlaczego

Oczyszczalnia nie musi wytwarzać odpadów. Bo może zamiast tego wytwarzać np. kruszywo. Właśnie zakończyliśmy kolejny projekt – tym razem dla zakładu na Śląsku – gdzie udało się to pokazać. W bonusie klient dostał też możliwość wytwarzania polepszacza zamiast osadu… Jak to w praktyce wygląda? Oto instrukcja z wyjaśnieniem. 

Ustawa o odpadach – użyteczne rozróżnienie pojęć

Na początku przypominam: odpad to nie jest podstawowa cecha, z jaką pewne substancje przychodzą na świat. Odpad to jest coś, czym trzeba się dopiero stać. W pierwszej kolejności jest się substancją lub przedmiotem… a odpadem się staje dopiero, gdy zajdą określone okoliczności.

Odpad nie jest jak alkohol, który zawsze jest substancją odurzającą (niezależnie od koślawych tłumaczeń pijanego kierowcy). Odpad jest jak woda, której raz potrzeba do chłodzenia elektrowni… a innym razem trzeba się jej pozbywać, gdy zalewa sterownię. Czy jakoś tak. Zaraz to wyjaśnię.

Trochę rysunków

Przypominam, że UO operuje na 3 głównych zbiorach pojęć”

  • wszelkie substancje i przedmioty;
  • substancje i przedmioty objęte zakresem regulacji;
  • odpady.

Poniżej rysunek dla tych, co nie lubą czytać. (Hint: ja też nie lubię czytać)

blank

Jak to rozumieć?

W teorii ustawa o odpadach mogłaby zajmować się absolutnie każdym rodzajem materii. Ale ustawodawca uznał, że to niepotrzebne. Więc wyłączył pewne substancje i przedmioty z zakresu regulacji (np. ścieki, biomasę itd.).

Ustawa o odpadach, czyli ustawa „o substancjach i przedmiotach, których ktoś się pobył”

Ale zostaje cała reszta substancji i przedmiotów, które są objęte zakresem ustawy. Uwaga: bycie objętym zakresem regulacji nie oznacza, że jest się odpadem. Oznacza tylko, że można się odpadem stać – o ile spełniono odpowiednie warunki.

Jakiż to warunek trzeba spełnić? Zapraszam do art. 3 ust. 1 pkt 6 ustawy (lub art. 3 pkt 1 Dyrektywy odpadowej) trzeba być substancją lub przedmiotem, której posiadacz się pozbywa, zamierza pozbyć lub do pozbycia której jest obowiązany.

Nie pozbywasz się ani nie masz zamiaru? Nie ma odpadu. Nie zobowiązano Cię do pozbycia się? Też nie ma odpadu. Swoją drogą zobowiązanie do pozbycia to szczególny rodzaj decyzji, który dość rzadko się pojawia. Tu nie wystarczy tylko „sąsiad ma odpady, więc proszę kazać się mu ich pozbyć”. Więc przypadek obowiązania możesz śmiało pominąć. Zazwyczaj to Twój własny zamiar lub fakt pozbycia się rozstrzyga.

Z tą definicją nie można dyskutować. Ona po prostu jest i trzeba jej przestrzegać. Efekt? Ty jako posiadacz decydujesz… i w zasadzie koniec.

Potoczne myślenie nie ma tu nic do gadania

To bardzo ważne rozróżnienie. I jeśli kiedyś jeszcze raz usłyszę, że np. „osady są odpadami, bo są wymienione w ustawie o odpadach”, to chyba pęknę ze śmiechu (a że słyszę tę bzdurę często, to raczej kiedyś pęknę😉). W ustawie jest mowa o wielu rzeczach. I gwarantuję Ci, że nie spełniają one definicji odpadu, więc nie są odpadami. Są po prostu substancjami lub przedmiotami, jakie wolno Ci uznać za odpady.

Tak samo katalog odpadów nie jest wyznacznikiem tego, co należy uznać za odpad albo co stanowi odpad. Katalog odpadów to inaczej „katalog substancji, których ktoś się pozbywa, zamierza pozbyć lub do pozbycia których został obowiązany”. Na przykład, jeśli masz zawartość piaskowników, to możesz się jej chcieć pozbyć. I wtedy idziesz do katalogu odpadów i szukasz odpowiedniego kodu.

Jeśli nie chcesz się pozbyć, to nie ma kodu odpadu. Jest zwykły obieg gospodarczy albo użycie na potrzeby własne. I odrębne regulacje, które mogą się z tym wiązać. To, że coś nazywa się tak, jak jakaś substancja w katalogu jeszcze nie rozstrzyga o tym, że to coś jest odpadem. To tylko wskazówka dla dalszego postępowania po uznaniu tego czegoś za odpad. Czujesz różnicę?

Definicja odpadu naprawdę ma znaczenie

Wracam jeszcze raz do definicji odpadu: nie można dyskutować z tym, że uznanie za odpad zależy od decyzji posiadacza. Więc jeśli jesteś posiadaczem, to Ty decydujesz – i koniec. A to, z czym można dyskutować, to co najwyżej prawdziwość Twojej deklaracji (bo papier wszystko przyjmie, c’nie?).

Ale to już zupełnie inna para kaloszy. Nie Ty masz udowodnić, że  substancja nie stała się odpadem. Tobie trzeba udowodnić, że odpadem się stała. Co rozstrzyga o tym, że rzeczywiście jest to odpad? Na przykład to, że substancja ma taką jakość, że wobec całokształtu Twojej działalności stanowi dla Ciebie obciążenie – nie masz jak jej wykorzystać lub wprowadzić do obrotu na korzystnych dla siebie warunkach. Bo wtedy zachodzi uzasadniona obawa, że się jej pozbędziesz, czyli że będziesz de facto przekazywał odpad, ale pod przykrywką produktu, żeby tylko uniknąć kosztów.

Ale jeśli nie stanowi obciążenia (bo np. możesz jej dalej używać w ciągu technologicznym lub uzyskuje jakość produktu rynkowego)… to nie ma po co uznawać jej za odpad. Rozumiemy się?

A teraz praktyka

To o czym tu rozmawiamy, to zachowanie zwykłej rzetelności. Nie deklaruj bzdur. Nadrzędnym celem regulacji pozostaje ochrona środowiska i zdrowia człowieka. Od tego więc zacznij. Badaj, sprawdzaj, szukaj norm odniesienia. Poproś o  ekspertyzy. Krytycznie analizuj. I jeśli wyjdzie Ci z tego, że wytwarzasz coś, co już w chwili wytworzenia jest wartościową, bezpieczną i użyteczną substancją… to po prostu nie kwalifikuj tego jako odpad. Do BDO wpisujesz „0”.

A co jeśli ktoś to zakwestionuje? Pierwsza linia obrony: Twoja rzetelność, badania, ekspertyzy, ewidencja ruchów magazynowych itd. Druga linia obrony: papiery. Ale jakie wybrać?

Praktycznie najprostsze papiery

Jeśli uznasz, że potrzebujesz papieru, to proponuję pozwolenie na wytwarzanie odpadów  („PnWO” – patrz art. 180a prawa ochrony środowiska) i od razu odnoszę Cię też do art. 188. ust. 2b pkt 4 tej samej ustawy.

Przepis ten stanowi, że organ musi określić sposoby, na jakie zapobiegasz powstawaniu odpadów. Dlatego – błagam – pokaż, że w normalnym trybie sterujesz ciągiem technologicznym w taki sposób, że substancja – jeszcze zanim go opuści – uzyskuje określoną jakość (określoną, czyli Ty ją określ i pokaż, jak ją potwierdzasz). I że to wyklucza powstawanie odpadów. Przypadek wytworzenia odpadów zarezerwuj na awarie, przestoje, zdarzenia losowe itd. (grafika z początku tego artykułu jest po prostu scanem takiego pozwolenia na wytwarzanie odpadów – innym się udało, Tobie też się uda).

Aha, i błagam – nie kupuj pokracznej historii, że jak coś kiedyś wpisano do BDO, to od tamtej pory wszystko powinno trafić do BDO. To urąga zdrowemu rozsądkowi😉. Oczywistym jest, że substancje dzielą się na „partie” – zawsze analizujesz określone partie i to w odniesieniu do partii podejmujesz decyzję i to te partie ewidencjonujesz. Nie da się zaewidencjonować substancji w ujęciu absolutnym.

To zrozumiałe. Bo na przykład jednokrotne uznanie substancji za niebędącą odpadem nie oznacza, że substancja ta na zawsze przestaje być odpadem lub że każda partia substancji wytworzona w przyszłości również nie będzie odpadem (zresztą to jest coś, co WIOŚ wypomni Ci od razu, jak będzie czepiał się kontroli jakości itd.😉).

Ale zachodzi też relacja odwrotna (a tę WIOŚ chętnie przemilczy😉): jeśli posiadacz w przeszłości uznał substancję za odpad, to nie oznacza to, że każda partia substancji wytworzona w przyszłości będzie odpadem. Zależnie od aktualnej oceny jakości posiadacz może w każdej chwili i z własnej woli zdecydować o uznaniu albo nieuznaniu partii substancji za odpad w chwili jej wytworzenia.

To, co robimy w tej karkołomnej układance z PnWO, to po prostu przypominamy urzędom, że Ty decydujesz, co i kiedy jest odpadem. Takie PnWO służy Ci jako zbiór klarownych ram odniesienia, wobec których dokonują się Twoje decyzje o pozbywaniu się albo niepozbywaniu się. Tyle.

Aha, bardzo ważne: jak coś się stało odpadem, to wyjeżdża poza instalację i Ty już nic z tym nie robisz. Od dalszego babrania się z tym są ci, którzy mają zezwolenie na przetwarzanie odpadów (a wcześnie decyzję środowiskową, kontrolę WIOŚ itd.). Ciebie to nie interesuje. Ty po prostu robisz produkt, bo taki masz ciąg technologiczny. A jak ktoś uważa, że nie robisz/nie masz, to niech pokaże badania.

Kiedyś to wszystko będzie oczywiste i nawet PnWO nie będzie do tego potrzebne. Ale na razie jest, jak jest.

Ktoś znalazł lepszy sposób? Chętnie się dowiem. A jeszcze chętniej dowiem się, jeśli i w czym się mylę z tym całym gadaniem o PnWO niepowstawaniu odpadów.

inż. Jan Kolbusz – Główny Technolog, Szef Sprzedaży Mikrobiotech, Członek Rady Naukowej Instytutu Technologii Mikrobiologicznych w Turku. Inżynier środowiska, specjalizuje się w innowacyjnych metodach przetwarzania odpadów o charakterze biodegradowalnym, zwolennik gospodarki bezodpadowej i biologicznych metod przetwarzania odpadów.

Ukończył inżynierię środowiska na SGGW w Warszawie oraz studia magisterskie (Master of Science) na University of Missouri, Columbia.W Mikrobiotech przygotowuje audyt dla klienta wraz z propozycją rozwiązań. Nadzoruje proces wprowadzania technologicznych rozwiązań optymalizujących zarządzanie odpadami. Pomaga także organizować dystrybucję produktu do odbiorców.

 

Fundusze RP EU
© mikrobiotech.pl 2026 Realizacja: Damtox.pl
Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Rozumiem i akceptuję